Rozmowa z Anetą Jakubowską, mediatorką pojednawczą i założycielką WyTchnienia
Aneta nie zajmuje się rozwodami. Pojawia się wcześniej, kiedy dwoje ludzi mija się w przedpokoju jak współlokatorzy. Podczas pracy nad jej stroną internetową rozmawiałyśmy dużo o kolorach, zdjęciach i słowach… Ale też o tym, co dzieje się w rodzinach, do których Aneta chce dotrzeć z pomocą. Część tych rozmów postanowiłyśmy zapisać.
Zanim zostałaś mediatorką, szukałaś swojego miejsca zawodowego. Myślałaś nawet o psychologii. Co sprawiło, że wybrałaś akurat mediacje, i to pojednawcze?
Moja droga zaczęła się kilka lat temu od poszukiwania swojego miejsca zawodowego. Tak, myślałam nawet o studiach psychologicznych. Zrobiłam test Gallupa, a przełomowym momentem było spotkanie z Izą w Warszawie. Usłyszałam wtedy, że moją drogą może być NVC, czyli Porozumienie bez Przemocy, w dialogu małżeńskim. Zaczęłam więc poznawać NVC, później mediacje w duchu NVC, a następnie mediacje pojednawcze.
Nie chciałam skupiać się na mediacjach sądowych, okołorozwodowych. Bardziej interesowało mnie to, co dzieje się wcześniej: kiedy małżonkowie oddalają się od siebie, ale być może wciąż chcą odnaleźć drogę do porozumienia.
WyTchnienie zapisujesz z wielkim T w środku. To celowy zabieg? Co kryje się w tej nazwie?
Tak, WyTchnienie dla mnie to coś więcej niż nazwa. To zatrzymanie się, złapanie oddechu, przestrzeń na rozmowę bez oceniania i pośpiechu. Nazwa narodziła się podczas wakacyjnego wyjazdu nad morze z przyjaciółmi. Samo słowo było mi bliskie również przez skojarzenie z opieką wytchnieniową dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami.
Ważny jest też zapis. WY, bo to ludzie i ich relacje są najważniejsze. TCHNIENIE, bo czasem można spróbować tchnąć w relację nowe życie, nadzieję i zrozumienie. Stąd WyTchnienie, czyli oddech dla relacji.
Pięknie o tym mówisz… Kim są osoby, które do Ciebie przychodzą? W jakim momencie życia je spotykasz?
Przede wszystkim to małżeństwa, pary i rodziny, które przeżywają trudności w komunikacji, konflikty czy kryzysy. Osoby, którym zależy na relacji, ale nie wiedzą, jak do siebie dotrzeć.
Szczególne miejsce chcę poświęcić również mężczyznom: mężom i ojcom, którzy często przeżywają trudności w samotności i nie wiedzą, gdzie szukać wsparcia. Rozwijam dla nich ideę „Zrób pierwszy krok”. Zapraszam też na warsztaty komunikacji i spotkania indywidualne. Nie trzeba czekać na poważny kryzys, żeby zacząć dbać o relację.
Wiele par po latach mówi, że rozmawiają już tylko o zakupach, rachunkach i o tym, kto odbiera dzieci ze szkoły. Czy da się na nowo nauczyć ze sobą rozmawiać?
Zdecydowanie tak! Rozmawiamy codziennie, ale czy naprawdę się słuchamy? Często zamiast próbować zrozumieć, przygotowujemy odpowiedź albo bronimy swoich racji. NVC uczy dostrzegania emocji i potrzeb ukrytych za słowami. Za złością może kryć się tęsknota za bliskością, a za milczeniem – bezradność.
Oczywiście potrzeba czasu i praktyki. Ale wierzę, że można nauczyć się rozmawiać inaczej. Nie chodzi o to, żeby zawsze się zgadzać, ale żeby umieć się usłyszeć, nawet kiedy się różnimy.
Pewnie często słyszysz zdanie: „On mnie w ogóle nie słucha” albo „Ona mnie nie słyszy”. Jak w takiej sytuacji w ogóle zacząć się dogadywać?
Ciekawe jest to, że obie strony często mają dokładnie takie samo poczucie. Słyszą słowa, ale nie rozumieją, co się za nimi kryje. Na przykład żona mówi: „Nigdy nie masz dla mnie czasu!”, a mąż odpowiada: „Przecież cały dzień pracuję!”. I konflikt gotowy.
A gdyby zamiast zarzutu pojawiło się: „Brakuje mi naszego wspólnego czasu”? To zupełnie inny początek rozmowy. Właśnie tego uczymy się w NVC: mówić o sobie i swoich potrzebach, zamiast oskarżać. Bo zrozumienie drugiego człowieka nie oznacza, że musimy przyznać mu rację.
A jeśli konflikty ciągną się latami? Czy bywa tak, że jest już za późno?
Myślę, że dopóki jest choć odrobina gotowości do rozmowy, jest nadzieja. Czasem małżonkowie są tak zmęczeni konfliktami, że nie wierzą już w zmianę. Nie obiecuję, że każdą relację można uratować. Do jej odbudowania potrzebna jest gotowość obojga.
Ale pojednanie nie zawsze oznacza powrót do tego, co było. Czasem jest początkiem nowej jakości relacji, a czasem pozwala rozstać się z większym wzajemnym szacunkiem. Nie zawsze możemy zmienić przeszłość, ale czasem możemy jeszcze zmienić to, co wydarzy się dalej.
Ktoś czytający ten wywiad może pomyśleć: „Nam już nic nie pomoże. Próbowaliśmy wszystkiego”. Skąd pewność, że spotkania cokolwiek zmienią?
Nie ma takiej pewności. I właśnie od tej szczerości warto zacząć. Nie obiecuję cudów ani naprawienia małżeństwa w kilka spotkań. Ale zapytałabym: skąd pewność, że już nic nie może się zmienić?
Często przez lata próbujemy rozwiązywać problemy w ten sam sposób i otrzymujemy podobne rezultaty. Mediacja pozwala zatrzymać ten schemat. Usłyszeć siebie inaczej, zobaczyć potrzeby drugiej strony, poszukać nowych możliwości. Nie zawsze kończy się pojednaniem, ale może przynieść zrozumienie i pomóc podjąć świadomą decyzję.
Dla wielu osób pierwsza wizyta u mediatora to spory stres. Jak wygląda u Ciebie pierwsze spotkanie? Czego można się spodziewać?
Przede wszystkim nie trzeba się specjalnie przygotowywać ani mieć gotowych odpowiedzi. Zaczynamy od spokojnej rozmowy, która jest bezpłatna. Chcę poznać historię osoby, która przychodzi, jej trudności, emocje i oczekiwania.
W mediacjach pojednawczych proponuję najpierw indywidualne spotkania z każdym z małżonków, a później, za zgodą obojga, spotkanie wspólne. Nie oceniam, nie szukam winnych i nie podejmuję decyzji za innych. Zależy mi na atmosferze szacunku, bezpieczeństwa i poufności. Pierwsze spotkanie do niczego nie zobowiązuje.
Czy bywa tak, że jedna osoba chce coś zmienić, a druga ani myśli przyjść na spotkanie? Jak wtedy zrobić pierwszy krok?
Zacząć od siebie. Nie od przekonywania czy zmieniania drugiej osoby, ale od przyjrzenia się własnym emocjom, potrzebom i sposobowi komunikacji. Do WyTchnienia można przyjść samemu. Czasem zmiana naszego sposobu reagowania otwiera przestrzeń do innej rozmowy.
Nie mamy gwarancji, że partner odpowie na tę zmianę, ale mamy wpływ na własne zachowanie. Szczególnie zachęcam do tego mężczyzn, którym trudno poprosić o wsparcie. Nie musisz sam ratować całego małżeństwa, ale możesz być pierwszą osobą, która zdecyduje się coś zmienić.
Porozmawiajmy chwilę o tym, jak WyTchnienie trafiło do internetu. W którym momencie zdecydowałaś, że potrzebujesz strony?
Kiedy poczułam, że WyTchnienie przestaje być tylko pomysłem, a zaczyna nabierać realnych kształtów. Chciałam stworzyć miejsce, w którym ludzie mogą mnie poznać, dowiedzieć się, jak pracuję i czym są mediacje pojednawcze.
W tej pracy zaufanie jest niezwykle ważne. Strona miała być pierwszym krokiem do spotkania, miejscem, do którego można zajrzeć spokojnie, bez zobowiązań. Zależało mi, żeby za nazwą WyTchnienie ludzie zobaczyli człowieka, a nie tylko ofertę usług.
Czego szukałaś w osobie, która miała tę stronę stworzyć?
Przede wszystkim zrozumienia. Nie chciałam po prostu ładnej strony. Szukałam osoby, która potrafi wsłuchać się w moją historię i przełożyć ideę WyTchnienia na język obrazu i słów. Ważne były dla mnie otwartość, dialog, cierpliwość i poczucie estetyki.
Nie chciałam strony chłodnej, przypominającej kancelarię. Zależało mi na cieple, spokoju i autentyczności. Tak jak w mediacji ważne jest słuchanie, tak samo szukałam tej umiejętności we współpracy.
Jak wspominasz naszą współpracę?
Jako bardzo twórczy etap budowania WyTchnienia. Miałam mnóstwo pomysłów, ale nie zawsze wiedziałam, jak nadać im konkretny kształt. Sam proces tworzenia strony pomógł mi uporządkować wizję, zastanowić się, do kogo chcę docierać i jak opowiadać o swojej pracy.
To było coś więcej niż tworzenie strony internetowej. To również odkrywanie, jak chcę pokazywać WyTchnienie światu. Ważne było dla mnie, żeby efekt końcowy pozostał zgodny z moimi wartościami.
Co najbardziej cieszy Cię dziś, kiedy patrzysz na gotową stronę?
Najbardziej to, że patrząc na nią, widzę w niej siebie i moje WyTchnienie. Cieszy mnie jej ciepło, spokój i przejrzystość. Nie chciałam oficjalnej wizytówki mediatorki, ale miejsca, które już od pierwszych chwil zaprasza do rozmowy. Ogromną radość daje mi też to, że pomysł, który kiedyś był tylko marzeniem, dziś ma swoje miejsce w internecie. Dzięki współpracy z Tobą WyTchnienie stało się bardziej namacalne.
Dziękuję. Na koniec: co chciałabyś powiedzieć komuś, kto czyta te słowa i właśnie teraz się waha?
Nie musisz dziś wiedzieć, co dalej. Może jesteś zmęczony kłótniami, milczeniem, poczuciem samotności w związku. Może wiele razy próbowałeś coś zmienić. Chciałabym Ci powiedzieć, że nie musisz mieć gotowego rozwiązania, żeby poszukać wsparcia. Nie trzeba też czekać, aż będzie naprawdę źle.
Możesz zacząć od jednej rozmowy, nawet jeśli druga osoba nie jest jeszcze gotowa. Nie obiecam, że wszystko się ułoży, ale wierzę, że warto dać sobie szansę. Właśnie po to powstało WyTchnienie.
Z tej rozmowy warto zapamiętać jedno zdanie Anety: „Nie musisz sam ratować całego małżeństwa, ale możesz być pierwszą osobą, która zdecyduje się coś zmienić”.
Ten pierwszy krok może być bardzo mały. Chociażby jedno zdanie powiedziane inaczej niż zwykle.
Na stronie anetajakubowska.pl przeczytasz, jak wyglądają spotkania, i umówisz się na bezpłatną konsultację. Sam albo sama, bez czekania, aż druga strona będzie gotowa.
Aneto, bardzo dziękuję za wspaniałą współpracę i świetną rozmowę!

